Muzyka, w której nie ma Tajemnicy, nie jest muzyką…

Słów parę o ‘Seven Times Seven’ Oliver’a Shanti’ego

Muzyka, w której nie ma Tajemnicy, nie jest Muzykąâ€Ś
To zdanie nieustannie pojawiało się w mojej głowie, gdy chłonęłam każdą nutkę albumu ‘Seven Times Seven’ Oliver’a Shanti’ego. Może od razu na wstępie zaznaczę, że opisywanie muzyki mistycznej * ( i ogólnie muzyki tworzonej z potrzeby serca) za bardzo sensu nie ma, bo taką muzykę po prostu się Czuje i Słucha. Jednak spróbuję – bo jestem osobą doszukującą się sensu we wszystkim – poszperam, „pogrzebię”, ostatecznie coś znajdę i mam nadzieję, że zachęcę.
Gdy krążek ‘Seven Times Seven’ wpadł w moje ręce, od razu zapragnęłam dowiedzieć się czegoś więcej o jego twórcy. W takich wypadkach zazwyczaj robię to, co większość ludzi, którzy mają dostęp do Internetu i komputer – szukam w największej bibliotece świata. Tym razem znalazłam niewiele – czyżby sama postać była równie tajemnicza, jak i muzyka, którą pisze?
Oto kilka słów o muzyku. Oliver to cygański Duch, który już od najmłodszych lat (13, 14 rok życia) zaczął go prowadzić po najróżniejszych stronach świata. Początkowo po Europie, później po całym świecie. Podróżując, Oliver poznawał najróżniejsze muzyczne klimaty oraz artystów. Trwało to parę długich lat, po których nastąpił czas przerwy, ciszy oraz pracy w szpitalu nad brzegami Gangesu, szpitalu, który sam założył. Początek lat 80. był jednocześnie początkiem nowego etapu życia. Oliver powrócił do Europy i wraz z Veit’em Wayman’em oraz Margot Vogl-Shanti założył wytwórnię płytową SATTVA. Od tamtego momentu twórcza energia płynie nieprzerwanym strumieniem aż do dziś, owocując albumami – perełkami, albumami, z których płynie Duch z najróżniejszych stron świata. Tyle o samym artyście. Jeśli ktoś czuje niedosyt, zapraszam do osobistych poszukiwań, pozostałych – do kontynuowania czytania tekstu.
‘Seven times seven’ – muzyka relaksacyjna, medytacyjna, muzyka Ducha – Wędrowniczka (bądź też wielkiego Wędrownika), nagrana przy współpracy z czterdziestoma muzykami z 12 krajów świata. W wielu utworach przeplatają się smaki różnych kultur. Idealne wręcz połączenie – na jednym albumie odnajdziemy barwy zakątków Azji, Ameryki Północnej (tu w grę wchodzi kultura Indian), Afryki, Europy… Czyżby tematem głównym była Jedność? A raczej chęci zjednoczenia, połączenia „oddzielnych” muzycznych tematów? (choć szczerze mówiąc Muzyka była, jest i zawsze będzie ponad podziałami) Słuchacz Duchem przemierza wiele dalekich zakątków Ziemi, wyobraźnią dociera nawet na szczyty Himalajów (choć szczytem podróży mogą być również poprzednie wcielenia; jeśli ktoś trafi do Atlantydy, proszę o kontakt), po to, by powrócić do ‘tej rzeczywistości’ i spostrzec, że i w nim samym połączyły się cząstki rozdzielone w trakcie Drogi Życiowej, że już jest się innym człowiekiem…
… najlepiej sprawdzić na samym sobie – jeśli ktoś ma ochotę, poniżej podaję parę rad:
Jak i do podróży „fizycznej” dobrze jest się przygotować, aby przyniosła nam samą radość i nowe, piękne doświadczenia, tak i do „muzycznej”. Potrzebujemy do tego jedynie ciszy, spokoju, odosobnienia (może być również i grupa, jeśli wszystkie osoby zebrały się w takim samym celu), serca otwartego na przypływ nowych doznań oraz odpowiedniej pory dnia – nie jest to wymagane acz wrażenia są najlepsze nocą, wieczorem oraz późnym popołudniem, gdy „zwalniamy” nie tylko my sami, ale i cały świat (a przynajmniej środowisko, w którym żyjemy).
Twórczości Oliver’a Shanti’ego nie da się sklasyfikować (być może właśnie z tego powodu nie pisze się o nim w tzw. wielkim muzycznym świecie) – a tym, którzy próbują to zrobić życzę powodzenia. Ja po prostu powiem od siebie – jest to muzyka Duszy, muzyka, którą można polecić na niegasnące pragnienia spod szyldu:
„Niech muzyka zabierze nas w najodleglejsze zakątki nas samych, aby już nie były tak dalekie.” …

* proszę nie mylić z tzw. świętą muzyką, choć jedno (mistyczna) może się zawierać w drugim (święta)

P.S. Powyższy tekst został napisany przy dźwiękach muzyki Olivera Shantiego. Mam nadzieję, że choć parę nutek zostało między słowami i możesz je poczuć właśnie TERAZ…

1 Gwiazdka (nie podoba mi się)2 Gwiazdki (słabe)3 Gwiazdki (średnie)4 Gwiazdki (całkiem fajne)5 Gwiazdek (super!) (Brak ocen)
Loading...
  • Sebastian

    Oliver Shanti to balsam dla duszy. Pierwszy raz spotkałem sie z Jego muzyką na duchowych warsztatach w Bieszczadach. Była to dźwięki z serii albumów pt.Buddah & bonsai. Polecam na początek częsc 3 -mnie doprowadza do ekstazy duchowej :) Po powrocie z dzikich gór, rozpoczęłęm poszukiwania i „rozgrzebywania” twórczości O.Shanti. Na dzień dzisiejszy poznałem już większośc jego muzyki. Dusza każdego człowieka przy tej muzyce odpocznie po całodziennej gonitwie. Swietna muzyka do medytacji i przeróżnych podróży mentalnych.Polecam z całego serca.