Bycie sobą ma właściwości uzdrawiające, czyli o tym, „który kochał swoich ‚szaleńców'”

Jest rok 1927. Rodzi się wiele dzieci. Wśród nich jest jedno, które wyrasta na żądnego wiedzy nastolatka (tak wiem, wielu było i jest takich, już rozszerzam opis :)). Tenże nastolatek przed ukończeniem 15 roku życia czyta Platona, Woltera, Marksa, Nietzschego i Freuda. W trakcie pracy psychoanalityka oraz własnych ‚badań’, zyskuje miano „antypsychiatry”, w Stanach Zjednoczonych zostaje nazwany „guru kontrkultury”, a sam siebie określał „specjalistą – Boże, dopomóż mi – w zakresie wewnętrznej przestrzeni i czasu”.

Imię jego to Ronald David Laing. Laing – szkocki lekarz, psychoanalityk, pisarz, muzyk, poeta, a przede wszystkim badacz ludzkiej psychiki.

Jego odważne poglądy porządnie zatrząsły posadami „starego” skostniałego świata psychiatrów (oraz społeczeństwem w ogóle) lubujących się w podziale ludzi na „zdrowych” i „chorych”. Psychiatrów, którzy przez parę długich lat zdobywali wiedzę (ponoć) o ludzkiej psychice, a potrafiących leczyć zazwyczaj tylko w jeden sposób – przypisując ‚pastylki od boleści’, na których, bądźmy szczerzy, można zbić olbrzymi interes. Popularna nazwa ‚pastylek od boleści’ to leki.

A cóż takiego głosił Laing, że samymi słowami doprowadzał wielu psychiatrów do wybuchów złości i wściekłych spojrzeń wymierzonych w jego stronę (metaforycznie mówiąc)?
Otóż: chorobę psychiczną można wyleczyć, jeśli tylko … nie będzie się przeszkadzać, tzn. jeśli tylko pozwolimy na swobodny rozwój wydarzeń. Według Lainga choroby psychiczne, jak choćby schizofrenia, są po prostu reakcją obronną istoty ludziej/duchowej na to, co przeżywa w fizycznym świecie.

Jego wiedza, doświadczenie, wnioski oraz relacje z pacjentami doprowadziły do założenia „eksperymentalnej wspólnoty” (rok 1965, Londyn, Kingsley Hall; 5 lat później przenieśli się do londyńskiego dystryktu Archway). Współautorami projektu byli Aaron Esterson, David Cooper i paru innych. Powód był następujący: osoby chore na schizofrenie mogły tam po prostu BYĆ – bez leków, elektrowstrząsów (popularnych w tamtym czasie). Mogły być ze sobą nawzajem, ze swymi lękami, psychozami oraz psychoterapeutami, psychoanalitykami i innymi „psychopodobnymi” (ci „psychopodobni” mieli oczywiście ludzkie podejście do osób sklasyfikowanych jako chore).

W eksperymentalnej wspólnoście mógł się znaleźć niemalże każdy: od osób przyjmujących leki, z trudem wytrzymujących w szpitalach psychiatrycznych, (we własnych domach z ‚rodziną’ również…), po tych, którzy po prostu pragnęli tam być i doświadczać.

Jeśli masz ochotę dowiedzieć się o czym jeszcze mówił ten „kochany odmieniec” – Laing, zachęcam do lektury jego książek. W Polsce ukazały się następujące tytuły: „Ja i inni”, „Podzielone ja”, „Polityka doświadczenia”, „Rajski ptak” (i być może parę innych :) ).

Postać Lainga inspirowała wielu. Jednych do zakładania podobnych wspólnot, innych do buntu przeciwko normom społecznym (zwłaszcza w USA), a Petera Robinsona do nakręcenia filmu. „Asylum” („Azyl”) – bo taki nosi tytuł – przedstawia fragmenty z sześciotygodniowego pobytu ekipy filmowej we wspólnocie Lainga. Pokazuje „kochanych szaleńców” oraz Ronalda wyjaśniającego cel założenia wspólnoty. Do obejrzenia filmu szczerze zachęcam – pozostawia ślad, inspiruje do twórczego spojrzenia na innych ludzi (zwłaszcza na „chorych psychicznie”) oraz na rzeczywistość jako taką. (Dokument ten może być trudny do zdobycia, jednak warto zerknąć na stronę www.gutekfilm.pl i popytać o możliwość objerzenia).

Polecam również artykuł Richarda Adamsa (współtwórcę filmu – montażystę i kamerzystę) pt. „Zdarzył się azyl” z czasopisma „Charaktery” (numer z września, 2005 roku), który to artykuł zainspirował mnie do napisania powyższego tekstu :)

1 Gwiazdka (nie podoba mi się)2 Gwiazdki (słabe)3 Gwiazdki (średnie)4 Gwiazdki (całkiem fajne)5 Gwiazdek (super!) (Brak ocen)
Loading...